17 listopada odbyło się w Warszawie pierwsze posiedzenie „Zespołu do spraw systemowych działań mających na celu wzmocnienie bezpieczeństwa osób wykonujących zawód medyczny”, będącego organem pomocniczym ministra sprawiedliwości. Zespół został powołany przez szefa tego resortu Waldemara Żurka, a jego przewodniczącym został prof. Andrzej Matyja, wiceprezes ORL w Krakowie. Poza reprezentantami samorządów lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych, Ministerstw Zdrowia, Sprawiedliwości oraz Spraw Wewnętrznych, w tym gremium będą pracować także przedstawiciele Rzecznika Praw Pacjenta, Prokuratora Generalnego i Komendanta Głównego Policji.
Podczas pierwsze posiedzenia m.in. omówiono zakres zadań, obejmujący w szczególności: przygotowanie propozycji rozwiązań legislacyjnych wzmacniających bezpieczeństwo personelu medycznego; systematyczne monitorowanie zjawiska agresji wobec osób wykonujących zawód medyczny; opracowanie standardów postępowania wobec pacjentów agresywnych oraz standardów zabezpieczeń w miejscach udzielania świadczeń zdrowotnych; wypracowanie kierunków szkoleń rozwijających kompetencje personelu z zakresu komunikacji z pacjentem, deeskalacji agresji, wykrywania zagrożeń i radzenia sobie z przemocą fizyczną; przygotowanie propozycji usprawnienia współpracy między placówkami medycznymi a organami ścigania; opracowanie działań edukacyjnych i kampanii społecznych przeciwdziałających przemocy wobec osób wykonujących zawód medyczny.
Poniżej przypominamy relację z debaty o bezpieczeństwie medyków, która odbyła się we wrześniu podczas konferencji „Polka w Europie”
– Aż trudno uwierzyć, ale do tej pory nikt w Polsce nie zbiera danych o przypadkach agresji wobec medyków, nikt tego nie rejestruje. Nawet jeśli w jakiejś pojedynczej placówce prowadzi się taki rejestr, nie wyciąga się z tego wniosków, nie ma kompleksowej analizy – podkreślała doktor Marzena Ksel-Teleśnicka, wiceprezes ORL w Krakowie, prezentując dziennikarzom z całego kraju projekt „Bezpieczny Medyk”, opracowany w krakowskiej Izbie Lekarskiej. Do debaty na temat bezpieczeństwa w placówkach opieki zdrowotnej doszło podczas tegorocznej konferencji „Polka w Europie”, jaka pod koniec września odbyła się w Warszawie, w formie hybrydowej. Przypomnijmy, iż w krakowskiej Izbie powołano specjalny zespół do opracowania i upowszechnienia takiego systemu bezpieczeństwa.

– Postanowiliśmy poskładać porozrzucane puzzle, różne pomysły i idee, jakie się pojawiają, aby osiągnąć cel, czyli większe bezpieczeństwo pracowników systemu ochrony zdrowia – informowała doktor Ksel-Teleśnicka. Na początek konieczne jest oszacowanie skali problemu, potem – opracowanie standardów postępowania, np. instrukcji, co robić, kiedy pacjent jest pod wpływem środków odurzających czy psychoaktywnych, jak reagować na werbalną agresję pacjenta lub jego rodziny, instrukcji postępowania z hejtem w sieci itd. Takie gotowe schematy są konieczne, by lekarze działali automatycznie, bez zbędnej zwłoki.
– Nasz zespół zidentyfikował też kolejny problem – bardzo ważne jest środowisko, w jakim pomoc medyczna jest udzielana. Czy występują plany zabezpieczeń, czy przypadkiem nie jest tak, że to niewłaściwa organizacja pracy sprzyja epizodom agresji. Ponadto, w wielu placówkach medycznych nie ma żadnych systemów monitoringu ani komunikacji wewnętrznej, żadnych zabezpieczeń. Ale są już w Polsce szpitale, gdzie każdy lekarz ma pod biurkiem przycisk alarmowy. Takie systemy zabezpieczeń powinny być tworzone wszędzie – podkreślała Marzena Ksel-Teleśnicka.
Bardzo ważne jest, zdaniem autorów krakowskiego programu, by personel medyczny umiał się komunikować także z pacjentem, który jest agresywny – by medycy znali techniki deeskalacji napięcia. Niestety, kursy przeddyplomowe i podyplomowe często nie przynoszą żadnej korzyści. Szkolenia to ważne zadanie dla samorządów zawodów medycznych, ale też obowiązek pracodawców. Obowiązkiem wszystkich jest natomiast edukacja społeczna – nie można akceptować jakiejkolwiek formy agresji wobec innych.
Niezmiernie ważnym elementem systemu jest współpraca z organami ścigania. Lekarz nie może tracić całego dnia na zgłoszenie, którym i tak nikt się nie przejmie. A organy ścigania nie mogą bagatelizować żadnych przejawów przemocy wobec medyków, choćby „tylko głupich” pogróżek w sieci. Ale konieczne są do tego narzędzia, czyli stosowne przepisy prawa, które powstają, lecz za wolno.
Zdaniem doktora Andrzeja Rysia, wiceministra zdrowia w latach 1999-2001, następnie wieloletniego dyrektora departamentów zajmujących się ochroną zdrowia w strukturach unijnych, a teraz też członka krakowskiego zespołu do walki o bezpieczeństwo medyków, na początek ważne jest oszacowanie zjawiska – zbieranie danych w sposób wiarygodny i prosty: – Mamy np. system zbierania danych o niepożądanych działaniach produktów medycznych i on się sprawdza jako narzędzie. Dane są potrzebne dla zbudowania systemu – podkreślał Andrzej Ryś. Samo wdrażanie systemu nie powinno być zbyt trudne, bo są liczne przykłady tego, jak skutecznie wprowadzać interwencje w zdrowie publiczne. Z drugiej strony, wymaga współpracy, np. różnych resortów, a to w Polsce bywa kłopotliwe. Poza tym, nasze społeczeństwo cechuje „krótki lont”: – Podpalamy się szybko i szybko zapominamy, a trzeba podtrzymywać napięcie – zauważył doktor Ryś.

W wielu krajach każdy lekarz przyjmujący pacjenta – czy to w prywatnym, czy w publicznym gabinecie – jest funkcjonariuszem publicznym, a przypadki agresji rejestruje się centralnie. W USA np. istnieje obowiązek regularnego omawiania wszystkich takich sytuacji, co jest niezbędne, aby wyciągać wnioski i np. lepiej organizować pracę. Czasem pomoże już tylko inna aranżacja poczekalni i gabinetu, czasem wzmocnienie monitoringu czy nowy system szybkiego reagowania. Takie działania muszą być jednak wyważone – większość pacjentów od lekarza potrzebuje tylko pomocy, generalnie agresja jest zjawiskiem wyjątkowym i nie można każdego traktować jak potencjalnego agresora. Wzajemne relacje muszą się opierać na zaufaniu.
Zapytany o agresję w prywatnych placówkach medycznych prof. Andrzej Matyja, wiceprezes ORL w Krakowie, prezes NRL w latach 2018-2022 i współautor krakowskiego programu, zauważył, że w takich miejscach są jednak inni pacjenci: – W gabinecie prywatnym zwykle jest to pacjent umówiony na konkretną godzinę – nie czeka, płaci, zwykle reprezentuje też wyższą kulturę komunikacji. Z drugiej strony, ponieważ płaci z własnej kieszeni, oczekuje efektów możliwie najszybszych i to niekiedy bywa powodem agresji – mówił prof. Matyja.
W niedofinansowanych publicznych placówkach frustrację pacjenta może wzbudzić już ten pierwszy element: – Jeśli pacjent przychodzi na godzinę 8, a lekarz przyjmuje go o 14, to może wywołać agresję. Powinien być obligatoryjny zapis w umowie z NFZ obowiązku rejestracji pacjentów na konkretną godzinę. To jest przecież proste – zauważył prof. Matyja.
Jego zdaniem, nie można bagatelizować ogólnej sytuacji w kraju: – Chlubimy się tym, że jesteśmy krajem katolickim. Wydawałoby się, że szacunek do drugiego człowieka, empatia jest wartością. A ja mam czasem wrażenie, że żyjemy w kraju nienawistnych ludzi, którzy z Bogiem na ustach sugerują agresję. Po tragicznej śmierci naszego kolegi lekarza jeden z polityków skomentował to w sieci słowami „Kto sieje wiatr, ten zbiera burze”. I nikt nie zareagował…
O tym, co powinien zawierać system bezpieczeństwa medyków, by był efektywny w gabinecie lekarza rodzinnego, mówiła w Warszawie dr Iwona Paciepnik z Katedry Medycyny Rodzinnej CM UJ:
– Lekarz rodzinny ma najczęstszy kontakt z pacjentem i to wzbudza dużo emocji, lecz bezpośredniej agresji jest niewiele. Czasem spotykamy się z agresją słowną czy hejtem w sieci. Jednak uważam, że w gabinetach lekarza rodzinnego powinny być indywidualne systemy szybkiego reagowania, taki przycisk alarmu, bo lekarz często jest z pacjentem sam. Bardzo potrzebne są też specjalne szkolenia o metodach deeskalacji agresji i postępowania w takich sytuacjach. Nie mamy też żadnego wsparcia psychologicznego, lekarz rodzinny jest sam ze swoimi problemami. Może na początek choć specjalna infolinia dla lekarzy?
Członkiem krakowskiego zespołu autorów programu „Bezpieczny Medyk” jest również dr hab. Jakub Lickiewicz, psycholog z Wydz. Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum UJ:
– Komunikacja jest rzeczą najważniejszą. Potrzebna jest praktyczna nauka, symulacje. Trzeba zmienić system szkolenia medyków, nie tylko lekarzy – niezbędne są zajęcia praktyczne, nauka reagowania na określone sytuacje, ale tak, aby poczuć na własnej skórze pewne reakcje – podkreślał w Warszawie dr hab. Lickiewicz. Jest on też autorem wydanej przed kilku laty książki pt. „Agresywny pacjent. Metody i techniki postępowania”. Przyznał, że dziś napisałby ją inaczej – kładąc większy nacisk na aspekty psychologiczne.
Dodał jednak: – Wszyscy jesteśmy świadomi tego, że rozpoznając emocje, możemy próbować deeskalować napięcie. Jednak coraz częściej pacjenci są pobudzeni, agresywni, z zaburzeniami, po środkach psychoaktywnych lub alkoholu. I tych zdarzeń nie unikniemy. A taki pacjent wymaga szczególnej opieki i troski. Potrzebuje obserwacji, bo jeśli czeka w poczekalni, może też wywołać niewłaściwe zachowania i niepokój u innych pacjentów. Trzeba zachować czujność, taki pacjent zawsze powinien być przyjęty szybko, zanim jego zachowanie wymknie się spod kontroli. Inni pacjenci też powinni reagować. Nie można tolerować nawet słabych sygnałów agresji – wyjaśniał ekspert.
Nad systemem „Bezpieczny Medyk” pracuje zespół powołany w krakowskiej izbie lekarskiej, padło więc pytanie o rolę samorządu:
– Samorząd lekarski nie jest od ścigania i karania agresorów, lecz od wpływania na rządzących, by chcieli słuchać głosu tych, którzy agresji doświadczają, i wyciągać wnioski z tego przekazu. Natomiast musimy prowadzić kampanie społeczne, edukować społeczeństwo, także razem z pacjentami, bo w Polsce wiele stowarzyszeń pacjentów działa bardzo aktywnie i ma duży wpływ na rządzących – podkreślił prof. Matyja.
Uczestniczący w debacie dziennikarze podsumowali ją z pozycji pacjentów. Niestety, jeśli stan systemu ochrony zdrowia jeszcze się pogorszy, jeszcze bardziej wydłużą się kolejki, problem agresji wobec medyków może się nasilić.
Szalenie istotna jest też atmosfera w tej kolejce, gabinecie czy szpitalnej sali. Wysoki poziom empatii medyków, poczucie zaopiekowania u pacjenta, zmieniają jego nastawienie. Zachowanie medyków ma ogromny wpływ na emocje. Jeśli pacjent czuje, że ktoś w tej przychodni czy szpitalu się nim interesuje, ktoś o nim pamięta, łatwiej mu czekać godzinami na przyjęcie.
– Traktujmy pacjentów tak, jak sami byśmy chcieli być traktowani – zaapelowali do lekarzy reprezentanci krakowskiej Izby Lekarskiej.
(JGH)
Fot. Jolanta Hodor
