Podróże do krajów tropikalnych stały się w ostatnich latach wśród Polaków niezwykle popularne. Wyjazdy do Kenii, Tanzanii (Zanzibar), Gambii czy Senegalu przestały być egzotycznym luksusem. Niestety, za gwałtownym wzrostem popularności tropikalnych podróży nie poszła proporcjonalnie wiedza o zagrożeniach zdrowotnych, jakie się z nimi wiążą. Jednym z nich – wciąż realnym i potencjalnie śmiertelnym – jest malaria. Teraz jest właśnie w Polsce szczyt zachorowań na malarię, przywiezioną z ferii zimowych.
Malaria: choroba „egzotyczna”, ale wcale nie rzadka
Malaria pozostaje jedną z najpoważniejszych chorób pasożytniczych na świecie. Występuje w ponad 80 krajach, w tym w regionach szczególnie ulubionych przez polskich turystów. Od wielu lat jest główną infekcyjną przyczyną zgonów osób podróżujących do krajów tropikalnych. W Polsce liczba zachorowań systematycznie rośnie. W ubiegłym roku odnotowano u nas 55 przypadków malarii, w tym kilka zgonów. Jak podkreślała podczas XIX Krakowskiej Konferencji Naukowo-Szkoleniowej „Współczesne problemy chorób zakaźnych” dr Agnieszka Wroczyńska z Poradni Konsultacyjnej ds. Szczepień w Gdańsku, Rodzinnej Poradni Medycyny Podróży, zgony z powodu malarii są możliwe do uniknięcia – przy właściwej profilaktyce i szybkim rozpoznaniu.
Zaczyna się przed podróżą
Szczepionka przeciwko malarii nie jest dostępna dla podróżników i obecnie stosowana jest wyłącznie w wybranych programach ochronnych u dzieci w Afryce. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy bezbronni. Przeciwnie, malaria jest jedną z najlepiej poznanych chorób tropikalnych, a chemioprofilaktyka jest skuteczna, bezpieczna i dobrze przebadana. Dlaczego więc nadal dochodzi do zgonów?
Jak mówi dr Agnieszka Wroczyńska: – Ciągle popełniamy te same błędy. Pierwszym z nich jest brak stosowania profilaktyki przeciwmalarycznej – często z powodu mitów o rzekomo „ciężkich działaniach niepożądanych”. Tymczasem badania pokazują, że mniej niż 1 proc. pacjentów przerywa leczenie, zwykle z powodu łagodnych symptomów, takich jak dolegliwości brzuszne czy bóle głowy.
Drugim powodem jest lekceważenie zagrożenia nie tylko przez samych turystów, ale też, niestety, przez biura podróży i innych organizatorów wyjazdów, którzy prawdopodobnie nie chcą „niepotrzebnie straszyć” swoich klientów.
Spośród pięciu gatunków zarodźców wywołujących malarię Plasmodium falciparum odpowiada za zdecydowaną większość ciężkich zachorowań i zgonów – zarówno wśród mieszkańców krajów endemicznych, jak i wśród turystów. Szczególnie narażone na ciężki przebieg i zgon są trzy grupy:
– małe dzieci (w Afryce z powodu malarii co dwie minuty umiera dziecko),
– kobiety ciężarne,
– nieodporni podróżni, czyli osoby z krajów, gdzie malaria nie występuje.
Profilaktyka istnieje i działa: schemat ABCD
WHO od lat rekomenduje prosty i skuteczny schemat zapobiegania malarii, określany literami ABCD:
A – Awareness of risk: świadomość ryzyka i edukacja podróżnych,
B – Bite prevention: ochrona przed ukłuciami (moskitiery – mogą być nasączane insektycydem, repelenty, nasączana odzież),
C – Chemoprophylaxis: właściwie dobrana chemioprofilaktyka,
D – Diagnosis: szybka diagnostyka i natychmiastowe leczenie.
Pytanie ratujące życie
Pierwsze objawy malarii pojawiają się zwykle do miesiąca od zakażenia. I właśnie tu zaczyna się największy problem diagnostyczny. Początkowe symptomy są niespecyficzne: gorączka, bóle mięśni i stawów, ból głowy.
Co ważne, zakażenie Plasmodium falciparum wcale nie przebiega z charakterystyczną, falistą gorączką, którą wielu lekarzy nadal kojarzy z malarią.
Na tym etapie choroba jest łatwa do wyleczenia. Jednak wystarczy kilka dni opóźnienia, by doszło do gwałtownej progresji i rozwoju ciężkich powikłań: niewydolności wielonarządowej, kwasicy, ostrej niewydolności nerek, malarii mózgowej czy niewydolności wątroby.
W sezonie zimowym i wczesnowiosennym gabinety pełne są pacjentów z gorączką i objawami infekcyjnymi. Łatwo przypisać je grypie czy innym zakażeniom sezonowym.
– Dlatego uwrażliwiam, aby pacjentom gorączkującym, którzy budzą nasze podejrzenia, zadać w wywiadzie pytanie o niedawną podróż do krajów tropikalnych – podkreśla dr Wroczyńska: – Sama to obliczyłam: zadanie tego pytania zajmuje nie więcej niż 7 sekund. A może uratować życie.
Dzieci do 5. roku życia – czy warto je narażać?
Na osobne podkreślenie zasługuje kwestia małych dzieci. Wiek poniżej 5 lat jest istotnym czynnikiem ryzyka bardzo ciężkiego przebiegu malarii i zgonu. Po przebyciu malarii mózgowej u dzieci do 5 r.ż. dochodzi do przewlekłych konsekwencji neuropsychiatrycznych i behawioralnych. Są to skutki bardzo poważne i długofalowe.
Dr Agnieszka Wroczyńska uważa, że należy rodzicom wprost odradzać podróże do regionów endemicznych, a przynajmniej wyczerpująco poinformować ich o ryzyku.
Ani jednego komara nie widziałam. Wiele razy byłam i nic mi nie było
Jest to oryginalny wpis umieszczony przez turystkę w jednej z grup podróżniczych na portalu społecznościowym. Taka narracja powoduje niepotrzebne narażanie się na poważne ryzyko. Nie bierzmy więc w niej udziału i, jeśli tylko mamy taką szansę, informujmy pacjentów o możliwościach i wadze bezpiecznej profilaktyki.
Na zgony z powodu malarii przywiezionej z wakacji mamy realny wpływ. Kluczowe są dwa elementy: profilaktyka przed wyjazdem i szybkie rozpoznanie po powrocie. Oba są w zasięgu naszych możliwości.
Malaria nie jest chorobą przeszłości ani problemem „egzotycznym”. Coraz częściej jest chorobą pacjenta, który po prostu wrócił z urlopu.
Joanna Sieradzka
