Zamiast rondla z zupą – tygiel kultury

„Wesoła Immersive – New Media Art Center” to przestrzeń, w której sztuka łączy się ze współczesną technologią i rozrywką.

Jeszcze nie tak dawno odrapany budynek przy ul. Kopernika 17A straszył pracujących w pobliskich szpitalach lekarzy, a pacjentów wprawiał w depresyjny nastrój. Niewielu z nich miało zresztą świadomość, że to właśnie tu od 1879 roku gotowano posiłki, które salowe przynosiły im do łóżek. Odkąd Szpital Uniwersytecki wyprowadził się z dzielnicy Wesoła, należące do niego budynki zaczęły zmieniać swoje funkcje, przekształcając się w miejsca, w których można ciekawie spędzić czas. I tak w niegdysiejszej „Starej Kuchni” powstało nowe miejsce na kulturalnej mapie Krakowa.

– Przez lata budynek stał pusty. Kiedy weszliśmy do niego, był w opłakanym stanie. Ale duże pomieszczenia, w których znajdowały się kuchnie i magazyny, zainspirowały nas do stworzenia wystawy sztuki immersyjnej – sztuki oddziałującej na wszystkie zmysły odbiorcy, wciągającej go do środka, niepozwalającej zostać obojętnym – mówi Jacek Peszko, animator kultury z twórczego kolektywu, w skład którego wchodzi także dyrektor kreatywny Hubert Kaszycki, inżynier, specjalizujący się w cyfrowych technologiach oświetleniowych Piotr Kowalski oraz odpowiedzialny za muzykę duet producencki Sarapata.

To właśnie oni zaadaptowali budynek, by móc stworzyć w nim wystawę. Zaczęli od ściągnięcia ze ścian grubej warstwy zielonej farby, odkrywając w ten sposób oryginalne niebieskie kafelki, podkreślające klimat tego miejsca. Teraz mogli jedną z sal przystosować do potrzeb klubokawiarni, w której pojawił się oryginalny bar. Można tu posłuchać koncertów, napić się kawy, no i zwyczajnie pogadać ze znajomymi po obejrzeniu znajdującej się obok wystawy.

A jest o czym rozmawiać, bo ekspozycja wywołuje emocje, które czasami trudno nazwać, ale które przynajmniej we mnie zostały na dłużej. W przestrzeni galeryjnej bawiłam się jak dziecko, z zaciekawieniem poznawałam nowe technologie pozwalające odbierać sztukę w nietypowy sposób. Czasami odczuwałam też niepokój, który łagodziły miejsca przeznaczone do odpoczynku. Ten wachlarz doznań rozpoczęła już instalacja „Zorza”, zbudowana z systemu ledowych pałek, współtworzących „oddychającą” kolorem kompozycję. Zjawisko to przypomina zorzę polarną, którą otacza muzyka ambientowa. Już od samego początku ma się wrażenie, że nie jest się tylko odbiorcą, ale też częścią wystawy, a nawet jej twórcą.

Zrozumiałam to, kiedy stanęłam przy instalacji zatytułowanej „Heartbeat”, która nieprzypadkowo znalazła się w tej poszpitalnej przestrzeni. Ogromne serce ożywało, reagowało na dotyk moich palców, sterujących przyciskami na specjalnej konsoli. Dzięki nim przejęłam władzę nad jego pulsem, każda moja decyzja nadawała mu nowe brzmienie. Mogłabym to robić długo, gdybym nie zorientowała się, że śledzi mnie zainstalowane za plecami oko. Jego źrenica podążała za każdym moim ruchem, powodując, że jednocześnie stawałam się widzem i obiektem, na który patrzono.

Mój niepokój spotęgował się jeszcze, gdy weszłam do zakratowanych pomieszczeń dawnej chłodni szpitalnej kuchni, gdzie przechowywano mięso. Tu instalacja składa się ze starych telewizorów, na których wyświetlane są filmy inspirowane „Lokomotywą” Juliana Tuwima. Ich twórcy ingerują w moje wspomnienia z dzieciństwa przez obrazy nasuwające przerażające skojarzenia.

Uspokoiłam się, gdy weszłam do sali, gdzie wzięłam udział w swoistym balecie. Ściany tu ożywały. Światła zsynchronizowane z muzyką tworzyły hipnotyzujące widowisko. W innej części wystawy zobaczyłam snujące się, abstrakcyjne kształty, zapętlone obrazy. To „Fabryka widm” produkująca holograficzne zjawy, za którymi ma się ochotę podążać. Tak, jak miałam ochotę spacerować uliczkami Kazimierza w „Pokoju snów”. Podczas tej wirtualnej przechadzki nie musiałam nawet zakładać okularów VR. Magiczne obrazy i tak mnie otaczały, świat się rozmywał, jakbym wracała nad ranem z imprezy.

Po takich przeżyciach możliwość wcielenia się w postaci z obrazów van Gogha, Gauguina, Picassa czy Beksińskiego była już czystą zabawą. Zabawą, którą chce się powtarzać. Będzie ku temu powód, bo choć wystawa ma charakter stały, to – jak zapowiadają jej twórcy –elementy ekspozycji mają się zmieniać, dając szansę na kolejne wielozmysłowe doświadczanie sztuki immersyjnej.

Magda Huzarska-Szumiec

fot. Wiktoria Włodarczyk, K. Domin